• SUBSCRIBE
  • FACEBOOK
  • TWITTER

Nim zacznę recenzję warto zaznaczyć, że za tryb dla jednego gracza, czyli część fabularną, odpowiedzialne jest studio Danger Close. Zabawa on-line została zaś stworzona przez DICE, którzy wcześniej pracowali nad Bad Company 2. Dlatego też obydwie tryby można oddzielnie ocenić, o czym zaraz się przekonacie.

Opowieść o żołnierzach

W grze wcielamy się w kilku, a dokładnie trzech żołnierzy, których poznamy podczas misji zaimplementowanych przez producenta. Dzięki nim doświadczymy, jak ciężko jest przeżyć w Afganistanie. Niestety, opowiadana historia jest marginalna i tak naprawdę jej nie ma. Członka zespołu Tgier 1, oficera Delta Force oraz wojownika Rangersów nie interesują zbytnio działania polityków. Dostają rozkaz i muszą wykombinować co zrobić, aby podczas wyonywania nie zginąć i dotrzeć do celu. Skutkuje to tym, że tak naprawdę nie mamy tutaj jednej spójnej fabuły. Medal of Honor to bowiem bardziej zbiór misji, które wykonali żołnierze w czasie swojej służby. Oczywiście w tle widzimy jakiegoś urzędnika z Waszyngtonu, ale to tylko dodatki. Fabuły ogólnie nie ma, gdyż studio Danger Close skupiło się na prawdziwych żołnierzach, czyli osobach, które nie mówią o tym, jakie prezenty kupują swojej żonie na świętach, nie zdradzają jakiego psa mają i nie wspominają o tym, jak się relaksują. Oznacza to, że nie zaprzyjaźnimy się z nimi, nie zżyjemy oraz nie poznamy ich portretu psychologicznego. W gruncie rzeczy nie dowiemy się praktycznie niczego, poza tym, że żołnierze muszą sobie pomagać i razem działać, aby misja została wykonana. Dochodzimy więc do drogi, która ma dwa rozwidlenia, gdyż Ci co lubią fabułę, która ich wciągnie bez reszty nie mają tutaj czego szukać. Osoby, którym zabijanie na ekranie nie przeszkadza, a scenariusz ich mniej interesuje, na pewno będą zadowolone z nowego Medal of Honor.

Mnie osobiście na początku takie rozwiązanie się nie podobało, ale z biegiem wydarzeń zdałem sobie sprawę, że tacy właśnie są żołnierze. Trudno, aby interesowało ich to co dzieje się na górze. Mają swoje zadania i chcą je wykonać. Takie mieli zobowiązania wobec swojej armii. Gdy uświadomimy sobie ten fakt, to wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa. Czuje się wtedy klimat, w którym co chwila możemy zginąć, że w zależności od sytuacji powinniśmy wybierać inną broń lub inaczej wyeliminowywać oponentów. Warto bowiem zaznaczyć, że w Medal of Honor mimo wielu misji, w których w głośny sposób zabijamy przeciwników, znajdziemy również takie, które należy wykonać po cichu. Oczywiście otrzymujemy wtedy odpowiednią broń. Szkoda tylko, że wątek fabularny starcza na 5 godzin zabawy…

Chęć oddania jak największego realizmu czuć w tej produkcji praktycznie na każdym kroku. Co chwila bowiem sytuacja się zmienia. Nawet proste z pozoru zadanie podczas wykonywania może zostać 20 razy zmienione, gdyż coś poszło nie tak. Przykładowo mamy odbić szpiega, który dla nas pracuje. Wywiad jest pewien, że znajduje się w danym miejscu. Tymczasem, kiedy tam dochodzimy okazuje się, że go nie ma i trzeba szukać dalej. Inna przykład to desant pod ostrzałem wroga. Miało być cicho i spokojne, a tu nagle strzały. Ktoś wyskakuje wcześniej, a my później i trzeba odszukać naszego znajomego. Misje i sytuacje zmieniają się z prędkością światła, a my niczym zahipnotyzowani chcemy brnąć dalej i wykonywać kolejne zadania.

Ta chęć urzeczywistnienia gry, którą testowaliśmy na laptopy poleasingowe Kraków, była chyba myślą przewodnią wspomnianego wyżej studia. Po dogłębszym przyjrzeniu się zobaczymy, że każdy wyraz, sprzęt i wiele innych szczegółów są takie, jak posiadają prawdziwi żołnierze. Nawet brody, które mają nasi bohaterowie mają swoje specjalne znaczenie. Okazuje się bowiem , że czasami przyjdzie nam przebrać się za zwykłego człowieka i dzięki temu zrobimy to bez najmniejszych oporów – już pierwsza misja to ukazuje.

Plusy:
+ Klimat
+ Brak wyrafinowanej fabuły
+ Bronie
+ Dźwięk
+ Tryb online

Minusy:
- AI przeciwników
- Grafika
- 5 godzin zabawy (tryb dla jednego gracza)

Gra Medal of Honor powróciła w nowej formie, która może przypaść do gustu, lecz nie każdemu. To tytuł w pewnych momentach specyficzny i właśnie dlatego należy się zastanowić, czy wybrać produkt Electronic Arts, czy czekać na Black Ops.

Nim zacznę recenzję warto zaznaczyć, że za tryb dla jednego gracza, czyli część fabularną, odpowiedzialne jest studio Danger Close. Zabawa on-line została zaś stworzona przez DICE, którzy wcześniej pracowali nad Bad Company 2. Dlatego też obydwie tryby można oddzielnie ocenić, o czym zaraz się przekonacie.

Opowieść o żołnierzach

W grze wcielamy się w kilku, a dokładnie trzech żołnierzy, których poznamy podczas misji zaimplementowanych przez producenta. Dzięki nim doświadczymy, jak ciężko jest przeżyć w Afganistanie. Niestety, opowiadana historia jest marginalna i tak naprawdę jej nie ma. Członka zespołu Tgier 1, oficera Delta Force oraz wojownika Rangersów nie interesują zbytnio działania polityków. Dostają rozkaz i muszą wykombinować co zrobić, aby podczas nie zginąć i wypełnić misje. Skutkuje to tym, że tak naprawdę nie mamy tutaj jednej spójnej fabuły. Medal of Honor to bowiem bardziej zbiór misji, które wykonali żołnierze w czasie swojej służby. Oczywiście w tle widzimy jakiegoś urzędnika z Waszyngtonu, ale to tylko dodatki. Fabuły ogólnie nie ma, gdyż studio Danger Close skupiło się na prawdziwych żołnierzach, czyli osobach, które nie mówią o tym, jakie prezenty kupują swojej żonie na świętach, nie zdradzają jakiego psa mają i nie wspominają o tym, jak się relaksują. Oznacza to, że nie zaprzyjaźnimy się z nimi, nie zżyjemy oraz nie poznamy ich portretu psychologicznego. W gruncie rzeczy nie dowiemy się praktycznie niczego, poza tym, że żołnierze muszą sobie pomagać i razem działać, aby misja została wykonana. Dochodzimy więc do drogi, która ma dwa rozwidlenia, gdyż Ci co lubią fabułę, która ich wciągnie bez reszty nie mają tutaj czego szukać. Osoby, którym zabijanie na ekranie nie przeszkadza, a scenariusz ich mniej interesuje, na pewno będą zadowolone z nowego Medal of Honor.

Mnie osobiście na początku takie rozwiązanie się nie podobało, ale z biegiem wydarzeń zdałem sobie sprawę, że tacy właśnie są żołnierze. Trudno, aby interesowało ich to co dzieje się na górze. Mają swoje zadania i chcą je wykonać. Takie mieli zobowiązania wobec swojej armii. Gdy uświadomimy sobie ten fakt, to wtedy zaczyna się prawdziwa zabawy. Czuje się wtedy klimat, w którym co chwila możemy zginąć, że w zależności od sytuacji powinniśmy wybierać inną broń lub inaczej wyeliminowywać oponentów. Warto bowiem zaznaczyć, że w Medal of Honor mimo wielu misji, w których w głośny sposób zabijamy przeciwników, znajdziemy również takie, które należy wykonać po cichu. Oczywiście otrzymujemy wtedy odpowiednią broń. Szkoda tylko, że wątek fabularny starcza na 5 godzin zabawy…

Realizm tej produkcji widać praktycznie na każdym kroku. Co chwila bowiem sytuacja się zmienia. Nawet proste z pozoru zadanie podczas wykonywania może zostać 20 razy zmienione, gdyż coś poszło nie tak. Przykładowo mamy odbić szpiega, który dla nas pracuje. Wywiad jest pewien, że znajduje się w danym miejscu. Tymczasem, kiedy tam dochodzimy okazuje się, że go nie ma i trzeba szukać dalej. Inna przykład to desant pod ostrzałem wroga. Miało być cicho i spokojne, a tu nagle strzały. Ktoś wyskakuje wcześniej, a my później i trzeba odszukać naszego znajomego. Misje i sytuacje zmieniają się z prędkością światła, a my niczym zahipnotyzowani chcemy brnąć dalej i wykonywać kolejne zadania.

Ta chęć urzeczywistnienia gry była chyba myślą przewodnią wspomnianego wyżej studia. Po dogłębszym przyjrzeniu się zobaczymy, że każdy wyraz, sprzęt i wiele innych szczegółów są takie, jak posiadają prawdziwi żołnierze. Nawet brody, które mają nasi bohaterowie mają swoje specjalne znaczenie. Okazuje się bowiem , że czasami przyjdzie nam przebrać się za zwykłego człowieka i dzięki temu zrobimy to bez najmniejszych oporów – już pierwsza misja to ukazuje.

Pukawki

Jedną z najważniejszych rzeczy w tego typu grach są odpowiednie gnaty. W nowym Medal of Honor jest to na pewno spory plus, który podciąga znacznie ocenę do góry. Wszystkie bronie mają bowiem odpowiednie, w stosunku do rzeczywistości, nazwy oraz ich moc i balistyka są naprawdę dobrze zróżnicowane. Każda maszyna zachowuje się inaczej. Shotgun strzela mocno, ale niestety ma mało naboi i wolno się ładuje. Również dźwięki przeładowywanej broni zostały wręcz perfekcyjnie odwzorowane. Szkoda tylko, że producent nie pokusił się o odpowiedni rozrzut po każdym strzale. Dzięki temu byłoby jeszcze bardziej realistycznie. Nie spodobało mi się również to, że członkowie zespołu mają niekończący się zapas amunicji. Jeśli nam się kończy magazynek, musimy podbiec do nich i poprosić o nowy. Nie wiadomo tylko skąd oni mają tyle tego asortymentu. Te dwa minusy niweluje w moich oczach fakt, że możemy zabić członka zespołu. Wystarczy kilka razy dźgnąć go nożem, aby ten umarł i misja zakończyła się porażką.

Niestety, gra posiada również swoje wady i jest nią na pewno grafika oraz AI przeciwników. W tej pierwszej kwestii to już w pierwszej misji widzimy, że nawet samochody wyglądają słabo, a tekstury sztywno i kanciasto. Tytuł nie wygląda tragicznie, ale Modern Warfare 2 na pewno nie przebija. Z drugiej jednak strony nic się przed naszymi oczyma nie doczytuje, a sama gra właściwa po zainstalowaniu jej na dysku praktycznie nie posiada napisu „loading”. Drugą sprawą są wspominane błędy AI przeciwników. Często bowiem „idąc na żywioł” udało mi się szybciej wyeliminować niektórych oponentów. Gra nie zdążyła wysłać pomocników i ci mimo że stali obok mnie, to i tak nie strzelali do mnie, tylko gdzieś w siną dal. Oczywiście potraktowałem ich odpowiednio nożem. Niemniej błąd jest i to spory.

Teraz dochodzimy do drugiej części zabawy czyli trybów on-line. W nich mamy do wyboru kilka opcji zabawy Team Assault, czyli standardowa zabawa nazwana w innych tego pozycjach, jako „Team Deathmatch”. Drugi tryb zyskał miano Combat Mission i w nim będąc w jednej z drużyn naszym zadaniem jest wypełnienie celów lub przeszkadzanie innym w ich osiągnięciu. Trzecia opcja zabawy przez sieć została nazwana Sektor Control. W niej naszym zadaniem jest obrona punktu strategicznego. Ostatnim trybem jest zaś Cel Raid. Tutaj nasze zadanie jest proste, jedni chcą wysadzić punkt, a drudzy muszą go bronić.

W zabawie on-line mamy również do możliwość stworzenia żołnierza. Mamy do wybory trzy: kategorie strzelec, special ops i snajper. Każdy z nich cechuje się innymi umiejętnościami i dostępnością borni. Wybór należy już do nas…

Wszystkie z trybów pracują ogólnie bardzo dobrze. Szkoda tylko, że czasami serwery padają i wtedy looby się zamyka. Tak czy siak moim ulubioną opcją zabawy poza Team Assault (Team Deatmach) jest Combat Mission. Combat Mission, oferuje nowe, interesujące podejście, w którym walczą dwa zespoły, a ich celem jest zabezpieczenie lub przejęcie miejsc na dużej mapie. Rywalizacja jest długa i wymaga pracy zespołowej oraz cierpliwości. Niemniej osiągnięcie danego celu daje ogromną radość. Wyobraźcie sobie 30 minut działań i na końcu napis „wygrana” – to jest dopiero coś. Modern Warfer może brać przykład z Medal of Honor.

Jakie w takim razie jest Medal of Honor? Trzeba przyznać, że jest to bardzo dobra alternatywa dla Call of Duty. Oczywiście niektóre elementy przypominają nam produkt firmy Acrtivsion (siatka kartograficzna, niektóre misje), ale nic w tym złego, gdyż obydwie produkcje są o tematyce wojskowej. Musicie też wiedzieć, że jeśli lubcie długie i ciekawe wątki fabularne to tutaj ich nie znajdziecie. Dlatego też jeśli pasuje Wam opisana przeze mnie konwencja trybu dla jednego gracza i przede wszystkim zależy Wam na zabawie on-line, to kupujcie ten produkt śmiało, gdyż na pewno dzięki niemu przetrwacie do premiery Call of Duty Balck Ops, które moim zdaniem zje produkt Electronic Arts na śniadanie, ale do tego czasu Medal of Honor rządzi…

Ocena 8,5/10

Plusy:

+ Klimat

+ Brak wyrafinowanej fabuły

+ Bronie

+ Dźwięk

+ Tryb online

Minusy:

- AI przeciwników

- Grafika

- 5 godzin zabawy (tryb dla jednego gracza)

Categories: Informatyka

Comments are closed.